Zrodzona z łez #1 Cios w serce

#1
Wracałam ze sklepu, dźwigając w reklamówce 3 butelki dobrego czerwonego wina i 2 pudełka lodów czekoladowo-waniliowych. Jeszcze tydzień temu, nie wypiłabym czerwonego wina, i nie zjadłabym lodów czekoladowych. Nienawidziłam ich. Ekspedientka, kasując wybrane przeze mnie towary, posłała mi współczujące spojrzenie i podała cenę. Mimo moich malejących środków na koncie, potulnie podałam jej swoją kartę i zapłaciłam podaną kwotę. Drogę ze sklepu do mieszkania pokonałam szybkim krokiem, ale miałam wrażenie, że wciąż czuję na sobie ten współczujący wzrok innych.
Moje mieszkanie umieszczone jest w dość drogiej dzielnicy miasta. Chyba każdy wie, jak takie dzielnice wyglądają. Równiutko wystrzyżone trawniki oraz klomby kwiatowe zasadzone tak, aby przypominały jakiś kształt. Na parkingu stoją czyściutkie i nowiutkie samochody, niemalże prosto z najlepszych salonów. Wysokie, nowoczesne apartamenty pną się wysoko ku niebu. Na podwórkach bogate starsze panie wyprowadzają swoje pupile na spacery. Tak właśnie mieszkam. Do czasu.
Udałam się w stronę wind. Niestety, pech chciał, że windy były chwilowo zepsute i czekają na naprawę w możliwie szybkim terminie”, jak twierdził napis na doczepionej kartce. Westchnęłam głęboko i zaczęłam się gramolić na moje szóste piętro. Coraz bardziej niechętnie wlokłam się po tych czystych jak łza schodach, szurając stopami. Nie chciałam tam znowu wracać. Nie po tym co się tam stało. Nie chciałam znowu wracać do tych wspomnień. Ale nie miałam już dokąd iść. W połowie tej męczącej drogi spotkałam sąsiadkę. Jest to miła, ale i nachalna kobieta. Ma około siedemdziesiątki, owdowiała 5 lat temu. Ma dwóch synów i jedną córkę. Przez te dwa lata, od kiedy tu mieszkam, ani razu nie widziałam nikogo z jej trójki dzieci. Ponoć córka za granicą siedzi, a synów gdzieś wywiało na nieznane lądy. Nie pamiętam już gdzie. Czasem wpadałam do niej na filiżankę herbaty i domowy placek. Herbatę wysyłała jej córka, która dostawała ją od znajomej z Indii. Miała niezwykły, inny smak. A zapach był tak kuszący, że gdyby mógł mówić, wołałby po imieniu, uwodzicielskim głosem. Kobieta, gdy tylko mnie spostrzegła, radośnie się uśmiechnęła i zaprosiła wieczorem do siebie na herbatkę i ciasto. Odmówiłam, bo nie miałam ani siły, ani ochoty z kimś przebywać. Ale pani Jadzia się tym nie przejęła. Nie odpuszczając, stwierdziła, że nie wyglądam najlepiej, że jestem najprawdopodobniej przepracowana i rozchorowana. Powiedziała, że później wpadnie dać mi własnej roboty sok z aronii, który działa cuda przy tym stanie. Zgodziłam się niechętnie, żeby nie robić przykrości starszej pani, i wymawiając się złym samopoczuciem pognałam do siebie. Za drzwiami od razu zrzuciłam z siebie buty i udałam się do salonu, gdzie praktycznie spędziłam ostatnie 5 dni życia. Udawałam, że nie widzę porozrzucanych opakowań po pizzy, walających się po ziemi butelkach, stert naczyń na stole i ubrań na krzesłach, fotelach i na ziemi. Udawałam, że nie czuję zaduchu i smrodu alkoholu. Wkopałam się z powrotem pod kołdrę z butelką wina w jednej ręce,i z pudelkiem lodów w drugiej. Włączyłam mój najnowszej generacji telewizor i skakałam po kanałach, zatrzymując się na programie, gdzie styliści ubierają innych ludzi. Zignorowałam dzwoniący znowu telefon, jedząc lody dużą łyżką do lodów i popijając wino z butelki. Telefon nie przestawał dzwonić. Zastanawiałam się, kto taki może do mnie wydzwaniać. Jeśli byłby to Daniel, to nawet nie chcę go widzieć. Jeśli to Aga, to nie przestanie, dopóki nie odbiorę. Po dłuższej chwili namysłu postanowiłam, że wyłączę telefon. Wstając ze swojego wygodnego posłania, zrzuciłam wszystko z kołdry na ziemię. Nie obeszło mnie to za specjalnie. Sięgnęłam po telefon i szybkim ruchem go wyłączyłam. Niedbale rzuciłam go na stół, nie myśląc nawet o tym, że kosztował połowę mojej nieskromnej wypłaty. Mój wzrok padł na wielki karton, stojący w hallu. Były to rzeczy Daniela, których nie zdążył zabrać. Znowu nawiedziły mnie TE wspomnienia, sprzed 5 dni. Wspomnienia, których żaden alkohol i żadne lody, nie mogą tego wymazać.


***
Podoba się? Macie jakieś sugestie, pomysły? Piszcie śmiało!

Komentarze

  1. zaciekawiłaś mnie tym fragmentem, odwiedzę Cię jeszcze ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zapowiada się naprawdę fajnie ;) Jestem mocno zaciekawiona tym co wydarzy się dalej, czym zajmuje się bohaterka i co się stało :D
    Oczywiście zapraszam wszystkich na mojego bloga, również z opowiadaniami: https://wwwnigdytakjakciebie.blogspot.com/ Jeśli zajrzycie to koniecznie zostawcie po sobie ślad ;)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Słowem wstępu

Zrodzona z łez #2 Tylko nie to!