Zrodzona z łez #2 Tylko nie to!
Hello! Długi rozdział abyście mogli się nim nacieszyć na kolejne dni :> Miłej lektury
Rozdział
II
***
5 dni wcześniej***
-
Kaśka! Dyrektor Cię woła- Kierowniczka
przeszła obok mnie, wiodąc za sobą zapach drogich, brzydkich
perfum, stukając obcasami w rytm.
Była to stara panna, po
czterdziestce. Po biurze krąży plotka, że dwadzieścia lat temu
była zaręczona, ale w dniu ślubu pan
młody się nagle rozmyślił i uciekł do Kanady. Nie dziwię się.
Kobieta sztywna, zawsze w tym samym, przepisowym uniformie. Szary
żakiet, biała bluzka
z guzikami pozapinanymi pod samą szyję, szara spódnica do kolan,
cieliste pończochy, czy to upał, czy
mróz, i czarne pantofle na niewielkim
bardzo denerwującym wszystkich
obcasie. Czarne włosy, przetykane
siwymi nitkami, starannie upięte w nieskazitelny kok. A na nosie
okulary. Taki widok przedstawiał mi się codziennie
od pięciu lat.
-
Pewnie awans dostaniesz! W końcu na niego zasłużyłaś. -
Odwróciła się do mnie Basia.
Ja i Basia zaczęłyśmy
pracę w tym samym czasie. Poznałyśmy się, oczekując na rozmowę
kwalifikacyjną i
od razu się zaprzyjaźniłyśmy. Basia jest tylko rok młodsza ode
mnie. Za trzy miesiące będzie hucznie obchodzić swoje trzydzieste
urodziny, na które oczywiście zostałam zaproszona. Jest to
dziewczyna dosyć chuda, blada i piegowata. Ma farbowane rude włosy,
których pół dziewczyn z wydziału
zazdrości jej.
-
Mam taką nadzieję. - Uśmiechnęłam
się do niej i zaczęłam szybko oczyszczać stanowisko pracy. Mając
cały czas uśmiech na buzi, dumny krokiem ruszyłam w stronę
gabinetu dyrektora, zastanawiając się, co mu odpowiedzieć, kiedy
mianuje mnie na kierowniczkę.
Delikatnie pukam w drzwi i wchodzę na głośne:
„wejść!”
-
… Tak, proszę mi przesłać na maila tę
umowę… Tak,
wieczorem…Sprawdzę,
oczywiście… Proszę
poczekać… Niech pani usiądzie,
pani Kasiu. Zaraz skończę… Tak,
oczywiście… Oczywiście…
Do
usłyszenia!
– Usiadłam
na wygodnym krześle, dumnie wyprostowana.
Gabinet dyrektora był urządzony nowocześnie
i ze
stylem. Dębowe, ciemne meble wydawały jeszcze ostatnie nutki
zapachu. Obok laptopa był kubek z drogimi długopisami i zdjęcie
rodziny dyrektora: żona i dwie córki. Sam dyrektor dobiegał już
pięćdziesiątki, o czym świadczy
początkujące
łysienie.
Ubrany w doskonale skrojony garnitur i w krawat zawiązany pod szyją,
dostojnie się prezentował na fotelu.
-
Nie mam za dużo czasu. Powiem to wprost.
Zarządzono redukcję etatów. Pomimo mojego wstawiennictwa, niestety
postanowiono panią zwolnić . Mocno nad tym ubolewam bo była pani
wyśmienitym pracownikiem. Proszę. To zwolnienie ze skutkiem
natychmiastowym. Dostanie pani od firmy solidne wynagrodzenie. Bardzo
mi przykro - Mój
uśmiech zamarł na ustach i stopniowo schodził. Zostałam
zwolniona? Ale czemu akurat ja? Siedziałam po godzinach. Nie jedną
sobotę przesiedziałam w biurze, robiąc nadgodziny. I teraz, po tym
wszystkim, dowiaduję się, że zostałam zwolniona?
-
Dziękuję. Do widzenia. - Wstałam
jak otępiała i na chwiejnych nogach podeszłam do drzwi.
-
Bardzo mi przykro. Do widzenia.
Szłam
przez korytarz do swojego (już byłego)
miejsca pracy. Słysząc moje kroki,
Basia podniosła głowę, i widząc moją pobladłą twarz, rzuciła
mi się na szyję.
-
Zwolnili mnie – wyszeptałam, ledwo powstrzymując płacz.
-
Ciebie? Zwolnili? To niemożliwe!
-
A jednak – Uwolniłam się od mocnego
uścisku współpracowniczki. Byłej
współpracowniczki.
Jak
w amoku, zaczęłam pakować swój dobytek do kartonowego pudła. Nie
miałam za dużo rzeczy, więc poszło to szybko, i szybko mogłam
opuścić to miejsce. Już nigdy nie miałam do niego rano przyjść.
Już nigdy nie miałam zasiąść przed biurkiem. Już nigdy nie
miałam pisać pod koniec dnia raportów. Zapakowałam karton do auta
i poszłam na miasto
. Udałam się do pobliskiego parku,
gdzie u przejezdnego lodziarza zakupiłam
duże lody o smaku leśnych owoców. Z lodami
usiadłam na najbliższej ławeczce
i przyglądałam się znajdującym tam
ludziom. Była tam młoda matka ze
swoim dzieckiem, które harcowało w najlepsze i karmiło bułką
pobliskie ptaki. Obok nich, na ławce siedziała starsza pani
z laską i obserwowała ptaszki,
swobodnie ćwierkające na pobliskim drzewie. Alejką właśnie
przechodzi grupa głośnej młodzieży. Z tego co wywnioskowałam, są
właśnie na wagarach. A ja? Pierwszy
raz, od dawna
łapię promienie słoneczne.
W
końcu postanowiłam, że wrócę do domu. Wsiadłam
do auta i
odjechałam żegnając się z ochroniarzem. Po raz ostatni.
Po
drodze, udało mi się jeszcze zrobić zakupy.
W końcu zrobię prawdziwy obiad. Daniel
się ucieszy. W domu szybko się przebrałam w luźne ciuchy,
puściłam głośno muzykę i zaczęłam szykować wystawny obiad dla
narzeczonego. Akurat wtedy, gdy kończyłam nakładać obiad na
talerze, usłyszałam dźwięk klucza w zamku. To Daniel przyszedł
właśnie z pracy. Ale był jakiś markotny. Nawet mnie nie
pocałował. Usiedliśmy do stołu, oboje w ponurych nastrojach.
-
Muszę Ci coś powiedzieć… - zaczęliśmy razem.
-
Mogę ja pierwszy, proszę? Muszę Ci to powiedzieć jak najszybciej.
- Gdy to
mówił, jego ręce mocno drżały a głos…
głos miał mocno zmieniony.
-
Co się stało? - spytałam lekko spanikowana.
-
Od jakiegoś czasu kogoś mam. Inną dziewczynę. Zakochałem się w
niej, wbrew mojej woli. Nie chciałem tego. Od dawna zaczynało się
coś psuć pomiędzy nami, Kasia. Ty cały czas spędzałaś w pracy,
a ja siedziałem w tym wielkim mieszkaniu sam i czułem się samotny.
Nie proszę Cię o wybaczenie, bo wiem, że go nie uzyskam. Ale
proszę Cię o jedno. Rozstańmy się w zgodzie.- Zamurowało
mnie. Zamurowało mnie dziś po raz kolejny. Nie dość, że wylali
mnie z pracy, to jeszcze narzeczony mnie zdradzał i zostawił. -
Kasia. Proszę,
powiedz coś! Kasia!
-
Ten dzień, to chyba jeden wielki żart- wyszeptałam i zamknęłam
się w łazience. Przesiedziałam w niej kilka godzin,
cały czas płacząc do chusteczki.
Nie mogłam uwierzyć, że po trzech latach związku Daniel mnie
zostawił,
ot tak. W międzyczasie mój
eks zdążył
spakować swoje rzeczy i opuścić mieszkanie. Zasnęłam wyczerpana
na podłodze w łazience.
Jak się wali, to się wali wszystko... :/ Jestem ciekawa jak się Kasi uda z tego wszystkiego wyjść ;) Czekam na kolejny rozdział :D
OdpowiedzUsuń